Króliki z Burdy siedzą na półce, teraz przeszukiwałam po trochu niezmierzone przestrzenie internetu.
Kilka wykrojów sobie wydrukowałam
Chyba każdy widział już te twory, na przeróżnych stronach i u przeróżnych twórców.
Zabawa z nimi jest bardzo wciągająca. Siedzę, szyję i wypycham i brzuchy :)
Postanowiłam sobie powiększyć wykroje i pierwsze dumne kocisko ma 53 cm długości
Ślimaczki zrobiłam w dwóch rozmiarach , tak samo jak zajączki
Później powstała, jakże modna ostatnimi czasy, sówka, za nią konik i kotek
Chwilowo to wszystko, ale ta zabawa podoba mi się coraz bardziej :)
wtorek, 16 lutego 2016
wtorek, 9 lutego 2016
Blue i Piegus
Po króliku kłapouchym nabrałam ochoty na kolejne.
Miękkie są, przytulaśnie są, idealnie wypełniają ramiona, a nawet sprawdzają sie jako wyborne towarzystwo dla .... królika :)
Nasza Balbina cały czas zaczepia owe towarzystwo i próbuje nawiązać kontakt.
Miękkie są, przytulaśnie są, idealnie wypełniają ramiona, a nawet sprawdzają sie jako wyborne towarzystwo dla .... królika :)
Nasza Balbina cały czas zaczepia owe towarzystwo i próbuje nawiązać kontakt.
czwartek, 4 lutego 2016
Królik jakby kłapouchy
Kotkowo i króliczo u mnie jakoś.
Na zdjęcia dostał się jak do tej pory jeden twór -królik.... uszy mu oklapły, ale grunt, że są.
Poziomką został "ochrzczony" i tak siedzi i czeka, aż dotrze do nowej właścicielki.
Skąd pomysł na takiego kłapouchego? Ano z Burdy. Tam wykrój znalazłam :)
Na zdjęcia dostał się jak do tej pory jeden twór -królik.... uszy mu oklapły, ale grunt, że są.
Poziomką został "ochrzczony" i tak siedzi i czeka, aż dotrze do nowej właścicielki.
Skąd pomysł na takiego kłapouchego? Ano z Burdy. Tam wykrój znalazłam :)
piątek, 29 stycznia 2016
Kinder niespodzianki
Zagwozdkę miałam. Co by tu wymyślić w pudełku na 18 tkę?
No cóż , stanęło na kinder niespodziankach i to wcale nie tych czekoladowych
No cóż , stanęło na kinder niespodziankach i to wcale nie tych czekoladowych
wtorek, 26 stycznia 2016
Jarmarcznie, jarmarkowo, jeszcze bożonarodzeniowo
Dzięki zaproszeniu Agencji Kreatywnej Blue Moon , Mysza miała okazję bawić na jarmarku bożonarodzeniowym w Wodzisławiu Śląskim.
Nie ukrywam - uciechy miałam mnóstwo.
Plusy. Jakie plusy?
- podstawowy i duży plus : władze Wodzisławia ustawiły na płycie rynku duży namiot , pod którym stały domki , w których prezentowano różne wyroby. Super pomysł. W czasie ulewy ludzie spacerowali sobie pod namiotem, wszelakie produkty nie niszczyły się od czynników atmosferycznych, a w czasie wiatru taki namiot dawał spore schronienie.
- fantastyczna organizacja imprez. Koncerty, konkursy, inscenizacja i festiwal moczki ( jak miło było patrzeć na ludzi tak tłoczących się do pań, które rozdawały hojnie nas śląski deser... HA i Mysza też miała okazję trzech różnych skosztować ;)
- fantastyczne osoby sprzedające poszczególne produkty. Codziennie rano człowiek był witany głośnym "Dzien dobryyyy", uśmiechami i żarcikami. Tak fantastycznej atmosfery dawno już nie spotkałam.
- całe mnóstwo przemiłych ludzi, którzy nas odwiedzali. Poczucie humoru wyjątkowo dopisywało w trakcie całego jarmarku.
Minusy?
- brak ławeczek pod namiotem , oprócz tylko jednego dnia, kiedy organizowana była wigilijka dla mieszkańców miasta. Moim zdaniem wystarczyło tylko z 6 szt aby osoby starsze, które bardzo chciały posłuchać koncertów, mogły usiąść. Przykro było patrzeć, gdy niejeden staruszek lub babunia ledwie trzymali się na swych schorowanych nogach , chcąc chłonąć tę atmosferę, a tu lipa, klapa. Praktycznie 99% z nich dreptało powolutku w stronę swoich domów
- bardzo zaskoczyły mnie panie z Radlińskiego Rękodzieła swoim uporem i zawziętością, a mówiąc więcej nawet złośliwością. Zaskoczyły, niezbyt przyjemnie , bardzo dużo ludzi. Zwykłe przywitanie i chęć krótkiej rozmowy , skończyła się ponurym kiwnięciem głowy, i krzywym patrzeniem .... hmm być może panie myślały, że jakieś "podchody" robimy, lub chcemy sprawdzić jakie mają ceny i mieć lepsze od nich ? Nie wiem. Nikt inny w ten sposób się nie zachowywał. Co wiecej, panie z sąsiednich domków odsyłały swoich klientów do sąsiadów i polecały gorąco ich produkty, gdy wiedziały, ze klient szuka czegoś, czego one nie mają u siebie, a natomiast sąsiad oferuje. Panie owe również albo nie przeczytały umowy na wynajem domku lub tez zrobiły to zbyt pobieżnie i nie wpuściły do środka pań z koła gospodyń wiejskich, z którymi w dniu festiwalu moczki miały owy domek dzielić.
No cóż to był tylko jednodniowy wątek i na szczęście nie zakłócił całego jarmarku
Cały jarmark? Bardzo pozytywny. Niezrównana "farelka" Agencji ratowała nam zmarznięte nogi :). Zakupione u sąsiadku góralki, wełniane rękawiczki , umilały mi czytanie książek, a mój kochany kocyk w sowy nie pozwalał 4 literkom przymarznąć do krzesełka:)
Dobra teraz kilka zdjęć. Najpierw te najgorszej jakości, bo z tel
O proszę jaka uśmiechnięta Blue Moon :) i zadowolona oczywiście
taki mały widok na domki chwilę po otwarciu jarmarku
wieczorem robiło się bardzo nastrojowo
wieczorem można było bardziej wyjrzeć na świat :)
prezentacja własna też musi być
jak to powiedziała Tereska ( ten słodziak pośrodku) - jarmarkowe kapturzyce
pajda chleba ze smalcem i jarmarkowy słodziak :) czyli Tereska, dzięki jej zmarzniętym dloniom i nogom , mogłyśmy wielokrotnie sobie ciekawe rozmowy prowadzić i herbatkę wypić w miłym towarzystwie
jeszcze kilka zdjęć skopiowanych z sieci
w dniu festiwalu moczki było bardzo tłoczno
żeby nie było .... w lewej ręce trzymam kubeczek z moczką ;) prawa dzierży łyżeczkę :D
inscenizacja spalonego Wodzisławia bardzo się podobała
stroje z wieku XIX również robiły furorę
Nie ukrywam - uciechy miałam mnóstwo.
Plusy. Jakie plusy?
- podstawowy i duży plus : władze Wodzisławia ustawiły na płycie rynku duży namiot , pod którym stały domki , w których prezentowano różne wyroby. Super pomysł. W czasie ulewy ludzie spacerowali sobie pod namiotem, wszelakie produkty nie niszczyły się od czynników atmosferycznych, a w czasie wiatru taki namiot dawał spore schronienie.
- fantastyczna organizacja imprez. Koncerty, konkursy, inscenizacja i festiwal moczki ( jak miło było patrzeć na ludzi tak tłoczących się do pań, które rozdawały hojnie nas śląski deser... HA i Mysza też miała okazję trzech różnych skosztować ;)
- fantastyczne osoby sprzedające poszczególne produkty. Codziennie rano człowiek był witany głośnym "Dzien dobryyyy", uśmiechami i żarcikami. Tak fantastycznej atmosfery dawno już nie spotkałam.
- całe mnóstwo przemiłych ludzi, którzy nas odwiedzali. Poczucie humoru wyjątkowo dopisywało w trakcie całego jarmarku.
Minusy?
- brak ławeczek pod namiotem , oprócz tylko jednego dnia, kiedy organizowana była wigilijka dla mieszkańców miasta. Moim zdaniem wystarczyło tylko z 6 szt aby osoby starsze, które bardzo chciały posłuchać koncertów, mogły usiąść. Przykro było patrzeć, gdy niejeden staruszek lub babunia ledwie trzymali się na swych schorowanych nogach , chcąc chłonąć tę atmosferę, a tu lipa, klapa. Praktycznie 99% z nich dreptało powolutku w stronę swoich domów
- bardzo zaskoczyły mnie panie z Radlińskiego Rękodzieła swoim uporem i zawziętością, a mówiąc więcej nawet złośliwością. Zaskoczyły, niezbyt przyjemnie , bardzo dużo ludzi. Zwykłe przywitanie i chęć krótkiej rozmowy , skończyła się ponurym kiwnięciem głowy, i krzywym patrzeniem .... hmm być może panie myślały, że jakieś "podchody" robimy, lub chcemy sprawdzić jakie mają ceny i mieć lepsze od nich ? Nie wiem. Nikt inny w ten sposób się nie zachowywał. Co wiecej, panie z sąsiednich domków odsyłały swoich klientów do sąsiadów i polecały gorąco ich produkty, gdy wiedziały, ze klient szuka czegoś, czego one nie mają u siebie, a natomiast sąsiad oferuje. Panie owe również albo nie przeczytały umowy na wynajem domku lub tez zrobiły to zbyt pobieżnie i nie wpuściły do środka pań z koła gospodyń wiejskich, z którymi w dniu festiwalu moczki miały owy domek dzielić.
No cóż to był tylko jednodniowy wątek i na szczęście nie zakłócił całego jarmarku
Cały jarmark? Bardzo pozytywny. Niezrównana "farelka" Agencji ratowała nam zmarznięte nogi :). Zakupione u sąsiadku góralki, wełniane rękawiczki , umilały mi czytanie książek, a mój kochany kocyk w sowy nie pozwalał 4 literkom przymarznąć do krzesełka:)
Dobra teraz kilka zdjęć. Najpierw te najgorszej jakości, bo z tel
O proszę jaka uśmiechnięta Blue Moon :) i zadowolona oczywiście
taki mały widok na domki chwilę po otwarciu jarmarku
wieczorem robiło się bardzo nastrojowo
kiedy mocno w ciągu dnia powiało, każdy chował się za czym mógł, w moim wypadku za choinkami ;P
wieczorem można było bardziej wyjrzeć na świat :)
gdy się człowiek chował, to nawet pracował i tworzył nowe rzeczy
prezentacja własna też musi być
jak to powiedziała Tereska ( ten słodziak pośrodku) - jarmarkowe kapturzyce
pajda chleba ze smalcem i jarmarkowy słodziak :) czyli Tereska, dzięki jej zmarzniętym dloniom i nogom , mogłyśmy wielokrotnie sobie ciekawe rozmowy prowadzić i herbatkę wypić w miłym towarzystwie
jeszcze kilka zdjęć skopiowanych z sieci
w dniu festiwalu moczki było bardzo tłoczno
żeby nie było .... w lewej ręce trzymam kubeczek z moczką ;) prawa dzierży łyżeczkę :D
inscenizacja spalonego Wodzisławia bardzo się podobała
stroje z wieku XIX również robiły furorę
tak , powtórzę się , było bardzo miło
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























