Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agencja Blue Moon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agencja Blue Moon. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

Jarmarcznie, jarmarkowo, jeszcze bożonarodzeniowo

Dzięki zaproszeniu Agencji Kreatywnej Blue Moon , Mysza miała okazję bawić na jarmarku bożonarodzeniowym w Wodzisławiu Śląskim.
Nie ukrywam - uciechy miałam mnóstwo.
Plusy. Jakie plusy?
- podstawowy i duży plus : władze Wodzisławia ustawiły na płycie rynku duży namiot , pod którym stały domki , w których prezentowano różne wyroby. Super pomysł. W czasie ulewy ludzie spacerowali sobie pod namiotem, wszelakie produkty nie niszczyły się od czynników atmosferycznych, a w czasie wiatru taki namiot dawał spore schronienie.
- fantastyczna organizacja imprez. Koncerty, konkursy, inscenizacja i festiwal moczki ( jak miło było patrzeć na ludzi tak tłoczących się do pań, które rozdawały hojnie nas śląski deser... HA i Mysza też miała okazję trzech różnych skosztować ;)
- fantastyczne osoby sprzedające poszczególne produkty. Codziennie rano człowiek był witany głośnym "Dzien dobryyyy", uśmiechami i żarcikami. Tak fantastycznej atmosfery dawno już nie spotkałam.
- całe mnóstwo przemiłych ludzi, którzy nas odwiedzali. Poczucie humoru wyjątkowo dopisywało w trakcie całego jarmarku.

Minusy?
- brak ławeczek pod namiotem , oprócz tylko jednego dnia, kiedy organizowana była wigilijka dla mieszkańców miasta. Moim zdaniem wystarczyło tylko z 6 szt aby osoby starsze, które bardzo chciały posłuchać koncertów, mogły usiąść. Przykro było patrzeć, gdy niejeden staruszek lub babunia ledwie trzymali się na swych schorowanych nogach , chcąc chłonąć tę atmosferę, a tu lipa, klapa. Praktycznie 99% z nich dreptało powolutku w stronę swoich domów
- bardzo zaskoczyły mnie panie z Radlińskiego Rękodzieła swoim uporem i zawziętością, a mówiąc więcej nawet złośliwością. Zaskoczyły, niezbyt przyjemnie , bardzo dużo ludzi. Zwykłe przywitanie i chęć krótkiej rozmowy , skończyła się ponurym kiwnięciem głowy, i krzywym patrzeniem .... hmm być może panie myślały, że jakieś "podchody" robimy, lub chcemy sprawdzić jakie mają ceny i mieć lepsze od nich ? Nie wiem. Nikt inny w ten sposób się nie zachowywał. Co wiecej, panie z sąsiednich domków odsyłały  swoich klientów do sąsiadów i polecały gorąco ich produkty, gdy wiedziały, ze klient szuka czegoś, czego one nie mają u siebie, a natomiast sąsiad oferuje. Panie owe również albo nie przeczytały umowy na wynajem domku lub tez zrobiły to zbyt pobieżnie i nie wpuściły do środka pań z koła gospodyń wiejskich, z którymi w dniu festiwalu moczki miały owy domek dzielić.
No cóż to był tylko jednodniowy wątek i na szczęście nie zakłócił całego jarmarku

Cały jarmark? Bardzo pozytywny. Niezrównana "farelka" Agencji ratowała nam zmarznięte nogi :). Zakupione u sąsiadku góralki, wełniane rękawiczki , umilały mi czytanie książek, a mój kochany kocyk w sowy nie pozwalał 4 literkom przymarznąć do krzesełka:)

Dobra teraz kilka zdjęć. Najpierw te najgorszej jakości, bo z tel

O proszę jaka uśmiechnięta Blue Moon :) i zadowolona oczywiście
 taki mały widok na domki chwilę po otwarciu jarmarku

 wieczorem robiło się bardzo nastrojowo

kiedy mocno w ciągu dnia powiało, każdy chował się za czym mógł, w moim wypadku za choinkami ;P

wieczorem można było bardziej wyjrzeć na świat :)


gdy się człowiek chował, to nawet pracował i tworzył nowe rzeczy

prezentacja własna też musi być

 jak to powiedziała Tereska ( ten słodziak pośrodku) - jarmarkowe kapturzyce
 pajda chleba ze smalcem i jarmarkowy słodziak :) czyli Tereska, dzięki jej zmarzniętym dloniom i nogom , mogłyśmy wielokrotnie sobie ciekawe rozmowy prowadzić i herbatkę wypić w miłym towarzystwie
jeszcze kilka zdjęć skopiowanych z sieci
w dniu festiwalu moczki było bardzo tłoczno

żeby nie było .... w lewej ręce trzymam kubeczek z moczką ;) prawa dzierży łyżeczkę :D

inscenizacja spalonego Wodzisławia bardzo się podobała



stroje z wieku XIX również robiły furorę



tak , powtórzę się , było bardzo miło