Kocham recykling i to każdy wie od dawien dawna. Pan Połówka również uwielbia szaleństwa w tym temacie, jednak zakres naszych prac nieco się różni.
On zazwyczaj coś buduje.
Ja .... no ja coś tam sobie w kącie moim robię, ... albo przynajmniej stwarzam takie wrażenie.
Dobry rok temu zachciało mi się podusi, która by miała poszewkę zrobioną na drutach.
Moja cudowna znajoma Magda , była nawet chętna mi takową wykonać. Ja się jednak tak znam na włóczkach , jak na fizyce jądrowej.
Włóczki jeszcze nie kupiłam. Wczoraj natomiast byłam w SH. Trafiłam na jakieś czyszczenie magazynu, a przynajmniej tak ogromna zawieszka na drzwiach głosiła.
Początkowo bałam się wejść, pomyślałam, że poczęstują mnie jakimś mopem i wiadrem , a potem zagonią do roboty, albo gorzej ... będą kazali pająki z kątów wyganiać....
No ale w tym wieku trzeba min odwagi mieć.....
Tadaaaam , jestem w środku. Co tam się nie wyrabia, sceny rodem " do Lidla rzucili kurtki pikowane"
I w tym momencie widzę ją ( albo jego ?) . Te coś co to nigdy nie wiem czy jest kamizelką czy sweterkiem. Ma warkocze, ach warkocze.
No przecież jeśli te warkocze , grosze kosztują, to po co ja będę męczyć Madzi rączki ? Ona niech je szanuje na swoje cudowne chusty ( zresztą sami oceńcie na jej blogu ===>tutaj) .
Zakupiłam. W domu wyprałam, wysuszyłam, ... pocięłam
Mam podusię :D
haaaa ale się cięszę :)
Najpierw pokaże co zostało z tego niby sweterka
Dosłownie w 15 min później była już poduszeczka ( łącznie z szyciem i wypychaniem wsadu)
Taka mała poduszka, a tyle radochy ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 lutego 2016
wtorek, 26 stycznia 2016
Jarmarcznie, jarmarkowo, jeszcze bożonarodzeniowo
Dzięki zaproszeniu Agencji Kreatywnej Blue Moon , Mysza miała okazję bawić na jarmarku bożonarodzeniowym w Wodzisławiu Śląskim.
Nie ukrywam - uciechy miałam mnóstwo.
Plusy. Jakie plusy?
- podstawowy i duży plus : władze Wodzisławia ustawiły na płycie rynku duży namiot , pod którym stały domki , w których prezentowano różne wyroby. Super pomysł. W czasie ulewy ludzie spacerowali sobie pod namiotem, wszelakie produkty nie niszczyły się od czynników atmosferycznych, a w czasie wiatru taki namiot dawał spore schronienie.
- fantastyczna organizacja imprez. Koncerty, konkursy, inscenizacja i festiwal moczki ( jak miło było patrzeć na ludzi tak tłoczących się do pań, które rozdawały hojnie nas śląski deser... HA i Mysza też miała okazję trzech różnych skosztować ;)
- fantastyczne osoby sprzedające poszczególne produkty. Codziennie rano człowiek był witany głośnym "Dzien dobryyyy", uśmiechami i żarcikami. Tak fantastycznej atmosfery dawno już nie spotkałam.
- całe mnóstwo przemiłych ludzi, którzy nas odwiedzali. Poczucie humoru wyjątkowo dopisywało w trakcie całego jarmarku.
Minusy?
- brak ławeczek pod namiotem , oprócz tylko jednego dnia, kiedy organizowana była wigilijka dla mieszkańców miasta. Moim zdaniem wystarczyło tylko z 6 szt aby osoby starsze, które bardzo chciały posłuchać koncertów, mogły usiąść. Przykro było patrzeć, gdy niejeden staruszek lub babunia ledwie trzymali się na swych schorowanych nogach , chcąc chłonąć tę atmosferę, a tu lipa, klapa. Praktycznie 99% z nich dreptało powolutku w stronę swoich domów
- bardzo zaskoczyły mnie panie z Radlińskiego Rękodzieła swoim uporem i zawziętością, a mówiąc więcej nawet złośliwością. Zaskoczyły, niezbyt przyjemnie , bardzo dużo ludzi. Zwykłe przywitanie i chęć krótkiej rozmowy , skończyła się ponurym kiwnięciem głowy, i krzywym patrzeniem .... hmm być może panie myślały, że jakieś "podchody" robimy, lub chcemy sprawdzić jakie mają ceny i mieć lepsze od nich ? Nie wiem. Nikt inny w ten sposób się nie zachowywał. Co wiecej, panie z sąsiednich domków odsyłały swoich klientów do sąsiadów i polecały gorąco ich produkty, gdy wiedziały, ze klient szuka czegoś, czego one nie mają u siebie, a natomiast sąsiad oferuje. Panie owe również albo nie przeczytały umowy na wynajem domku lub tez zrobiły to zbyt pobieżnie i nie wpuściły do środka pań z koła gospodyń wiejskich, z którymi w dniu festiwalu moczki miały owy domek dzielić.
No cóż to był tylko jednodniowy wątek i na szczęście nie zakłócił całego jarmarku
Cały jarmark? Bardzo pozytywny. Niezrównana "farelka" Agencji ratowała nam zmarznięte nogi :). Zakupione u sąsiadku góralki, wełniane rękawiczki , umilały mi czytanie książek, a mój kochany kocyk w sowy nie pozwalał 4 literkom przymarznąć do krzesełka:)
Dobra teraz kilka zdjęć. Najpierw te najgorszej jakości, bo z tel
O proszę jaka uśmiechnięta Blue Moon :) i zadowolona oczywiście
taki mały widok na domki chwilę po otwarciu jarmarku
wieczorem robiło się bardzo nastrojowo
wieczorem można było bardziej wyjrzeć na świat :)
prezentacja własna też musi być
jak to powiedziała Tereska ( ten słodziak pośrodku) - jarmarkowe kapturzyce
pajda chleba ze smalcem i jarmarkowy słodziak :) czyli Tereska, dzięki jej zmarzniętym dloniom i nogom , mogłyśmy wielokrotnie sobie ciekawe rozmowy prowadzić i herbatkę wypić w miłym towarzystwie
jeszcze kilka zdjęć skopiowanych z sieci
w dniu festiwalu moczki było bardzo tłoczno
żeby nie było .... w lewej ręce trzymam kubeczek z moczką ;) prawa dzierży łyżeczkę :D
inscenizacja spalonego Wodzisławia bardzo się podobała
stroje z wieku XIX również robiły furorę
Nie ukrywam - uciechy miałam mnóstwo.
Plusy. Jakie plusy?
- podstawowy i duży plus : władze Wodzisławia ustawiły na płycie rynku duży namiot , pod którym stały domki , w których prezentowano różne wyroby. Super pomysł. W czasie ulewy ludzie spacerowali sobie pod namiotem, wszelakie produkty nie niszczyły się od czynników atmosferycznych, a w czasie wiatru taki namiot dawał spore schronienie.
- fantastyczna organizacja imprez. Koncerty, konkursy, inscenizacja i festiwal moczki ( jak miło było patrzeć na ludzi tak tłoczących się do pań, które rozdawały hojnie nas śląski deser... HA i Mysza też miała okazję trzech różnych skosztować ;)
- fantastyczne osoby sprzedające poszczególne produkty. Codziennie rano człowiek był witany głośnym "Dzien dobryyyy", uśmiechami i żarcikami. Tak fantastycznej atmosfery dawno już nie spotkałam.
- całe mnóstwo przemiłych ludzi, którzy nas odwiedzali. Poczucie humoru wyjątkowo dopisywało w trakcie całego jarmarku.
Minusy?
- brak ławeczek pod namiotem , oprócz tylko jednego dnia, kiedy organizowana była wigilijka dla mieszkańców miasta. Moim zdaniem wystarczyło tylko z 6 szt aby osoby starsze, które bardzo chciały posłuchać koncertów, mogły usiąść. Przykro było patrzeć, gdy niejeden staruszek lub babunia ledwie trzymali się na swych schorowanych nogach , chcąc chłonąć tę atmosferę, a tu lipa, klapa. Praktycznie 99% z nich dreptało powolutku w stronę swoich domów
- bardzo zaskoczyły mnie panie z Radlińskiego Rękodzieła swoim uporem i zawziętością, a mówiąc więcej nawet złośliwością. Zaskoczyły, niezbyt przyjemnie , bardzo dużo ludzi. Zwykłe przywitanie i chęć krótkiej rozmowy , skończyła się ponurym kiwnięciem głowy, i krzywym patrzeniem .... hmm być może panie myślały, że jakieś "podchody" robimy, lub chcemy sprawdzić jakie mają ceny i mieć lepsze od nich ? Nie wiem. Nikt inny w ten sposób się nie zachowywał. Co wiecej, panie z sąsiednich domków odsyłały swoich klientów do sąsiadów i polecały gorąco ich produkty, gdy wiedziały, ze klient szuka czegoś, czego one nie mają u siebie, a natomiast sąsiad oferuje. Panie owe również albo nie przeczytały umowy na wynajem domku lub tez zrobiły to zbyt pobieżnie i nie wpuściły do środka pań z koła gospodyń wiejskich, z którymi w dniu festiwalu moczki miały owy domek dzielić.
No cóż to był tylko jednodniowy wątek i na szczęście nie zakłócił całego jarmarku
Cały jarmark? Bardzo pozytywny. Niezrównana "farelka" Agencji ratowała nam zmarznięte nogi :). Zakupione u sąsiadku góralki, wełniane rękawiczki , umilały mi czytanie książek, a mój kochany kocyk w sowy nie pozwalał 4 literkom przymarznąć do krzesełka:)
Dobra teraz kilka zdjęć. Najpierw te najgorszej jakości, bo z tel
O proszę jaka uśmiechnięta Blue Moon :) i zadowolona oczywiście
taki mały widok na domki chwilę po otwarciu jarmarku
wieczorem robiło się bardzo nastrojowo
kiedy mocno w ciągu dnia powiało, każdy chował się za czym mógł, w moim wypadku za choinkami ;P
wieczorem można było bardziej wyjrzeć na świat :)
gdy się człowiek chował, to nawet pracował i tworzył nowe rzeczy
prezentacja własna też musi być
jak to powiedziała Tereska ( ten słodziak pośrodku) - jarmarkowe kapturzyce
pajda chleba ze smalcem i jarmarkowy słodziak :) czyli Tereska, dzięki jej zmarzniętym dloniom i nogom , mogłyśmy wielokrotnie sobie ciekawe rozmowy prowadzić i herbatkę wypić w miłym towarzystwie
jeszcze kilka zdjęć skopiowanych z sieci
w dniu festiwalu moczki było bardzo tłoczno
żeby nie było .... w lewej ręce trzymam kubeczek z moczką ;) prawa dzierży łyżeczkę :D
inscenizacja spalonego Wodzisławia bardzo się podobała
stroje z wieku XIX również robiły furorę
tak , powtórzę się , było bardzo miło
czwartek, 22 października 2015
Z pamiętnika Skarpetki
Wstaję, jak każdy kot, wcześnie rano .... coś koło 10.00.
Krótki rekonesans : moja mama Kaja? Poszła szukać myszy .
Miski? Noooo może być, jakieś smakołyki wrzucili.
Moje człowieki? Ten największy i najgłośniejszy, pewnie już odjechał tym warczącym dużym czymś ( moja żywicielka, ma lepszy, mniejszy, srebrny coś i nie jest taki głośny, można usiąść na takim kółku, za które trzyma i popatrzeć jak inne człowieki koło nasz szybko uciekają. Tylko nie wiem czemu, ale żywicielka mnie zrzuca i cos o policji mówi? mandatach?) .
Małe człowieki? Wzięły na grzbiety takie ciężkie worki ( pewnie coś w nich kradną, bo jak chcę sprawdzić co w nich jest, to mnie wyganiają. Muszę sprawdzić czy czasem mojej karmy nie wynoszą) i poszły. Przyjdą jak się wyśpię po obiadku.
Żywicielka?? Ej Żywicielkaaaaaa!! Żywicielka się popsuła. Ona w kocu zazwyczaj nie siedzi ( milusi ten kocyk, jak nie będzie patrzeć to jej do zwędzę) , nie smarka ciągle w chusteczke, nie wygląda jak ta mysz co od dwóch dni zagryziona leży na tarasie , schowana za krzesłem.
Żywicielka smyraj mnie, głaszcz mnie, utul mnie, POBAW SIĘ.
Żywicielka popsuła się na całego, wygoniła mnie nawet od całej tej ślicznej skrzyneczki, pełnej nitek, one tak pięknie się ze mną bawią zawsze.
Co za życie. Kot sam się musi sobą zająć. Koniec świata.
Ooooo patrzcie na ten dywanik przed szafkami, przecież on wygląda na wpół martwy. No tak nie może być, nie może się biedak męczyć. Co innego taka podgryziona mysza, ta to jest całkiem zabawna gdy próbuje uciec. Oj dywaniku okażę ci miłosierdzie - dobiję cię .
Dobry uczynek spełniony, więc teraz można sobie uciąć drzemkę, dla zdrowia i urody.
Żywicielka i tak tylko udaje, że coś pracuje . Yhyy pracuje... brzęczy tylko takim czymś i mówi, ze sowę robi. Zgłupiała do reszty. Ptaków sie nie robi na tym czymś, ptaszki na drzewach są, a to co ona zrobiła nawet nie jest smaczne. Wiem bo osobiście próbowałam :)
Ciężkie jest życie kota .
Krótki rekonesans : moja mama Kaja? Poszła szukać myszy .
Miski? Noooo może być, jakieś smakołyki wrzucili.
Moje człowieki? Ten największy i najgłośniejszy, pewnie już odjechał tym warczącym dużym czymś ( moja żywicielka, ma lepszy, mniejszy, srebrny coś i nie jest taki głośny, można usiąść na takim kółku, za które trzyma i popatrzeć jak inne człowieki koło nasz szybko uciekają. Tylko nie wiem czemu, ale żywicielka mnie zrzuca i cos o policji mówi? mandatach?) .
Małe człowieki? Wzięły na grzbiety takie ciężkie worki ( pewnie coś w nich kradną, bo jak chcę sprawdzić co w nich jest, to mnie wyganiają. Muszę sprawdzić czy czasem mojej karmy nie wynoszą) i poszły. Przyjdą jak się wyśpię po obiadku.
Żywicielka?? Ej Żywicielkaaaaaa!! Żywicielka się popsuła. Ona w kocu zazwyczaj nie siedzi ( milusi ten kocyk, jak nie będzie patrzeć to jej do zwędzę) , nie smarka ciągle w chusteczke, nie wygląda jak ta mysz co od dwóch dni zagryziona leży na tarasie , schowana za krzesłem.
Żywicielka smyraj mnie, głaszcz mnie, utul mnie, POBAW SIĘ.
Żywicielka popsuła się na całego, wygoniła mnie nawet od całej tej ślicznej skrzyneczki, pełnej nitek, one tak pięknie się ze mną bawią zawsze.
Co za życie. Kot sam się musi sobą zająć. Koniec świata.
Ooooo patrzcie na ten dywanik przed szafkami, przecież on wygląda na wpół martwy. No tak nie może być, nie może się biedak męczyć. Co innego taka podgryziona mysza, ta to jest całkiem zabawna gdy próbuje uciec. Oj dywaniku okażę ci miłosierdzie - dobiję cię .
Dobry uczynek spełniony, więc teraz można sobie uciąć drzemkę, dla zdrowia i urody.
Żywicielka i tak tylko udaje, że coś pracuje . Yhyy pracuje... brzęczy tylko takim czymś i mówi, ze sowę robi. Zgłupiała do reszty. Ptaków sie nie robi na tym czymś, ptaszki na drzewach są, a to co ona zrobiła nawet nie jest smaczne. Wiem bo osobiście próbowałam :)
Ciężkie jest życie kota .
wtorek, 20 października 2015
Wspomnienie lata
Za oknem deszcz.
Za oknem zimno. Szaro na szczęście jeszcze nie jest. Liście przybierają przepiękne odcienie złota, pomarańczu i czerwieni.
Takie zimno jednak skłania do wspomnień, kiedy to człowiek przyjemnie grzał stare kości w słoneczku.
Aaaah chce mi się lata, chce mi się nad nasz Bałtyk
Co ja polecam nad polskie morze?
1. Dobry humor :)
2. Jeszcze więcej dobrego humoru
Jeśli nie jedziecie w swoim rodzinnym ścisłym gronie, polecam wczasowanie ze sprawdzoną paczką znajomych. My takich cudownych i wspaniałych przyjaciół mamy. Z nimi wakacje zawsze są pod znakiem dużej dawki dobrego humoru.
Dorośli mają ubaw w swoim gronie, dzieciaki szaleją ( po czujnym nadzorem oczywiście nas) w swoim gronie. Każdy zadowolony, nikt nie marudzi.
Nic tylko się zachwycać urokami otaczającej nasz przyrody :)
można między innymi odwiedzić latarnię morską w Gąskach
Gdy piach gryzie cię w gardle trzeba go spłukać ;)
Mielno odwiedzić można, spróbować wmieszać się w dziki tłum i poczuć się na chwilę ponownie dzieckiem
Zachód słońca ( chyba po raz setny w życiu) też trzeba obejrzeć na plaży :) . Wytarzać się w piachu.
ŻYĆ :) i cieszyć się chwilą
Mam nadzieję, że i wasze urlopy, mniejsze, większe, dalekie, lub te całkiem bliskie, były bardzo udane
Za oknem zimno. Szaro na szczęście jeszcze nie jest. Liście przybierają przepiękne odcienie złota, pomarańczu i czerwieni.
Takie zimno jednak skłania do wspomnień, kiedy to człowiek przyjemnie grzał stare kości w słoneczku.
Aaaah chce mi się lata, chce mi się nad nasz Bałtyk
Co ja polecam nad polskie morze?
1. Dobry humor :)
2. Jeszcze więcej dobrego humoru
Jeśli nie jedziecie w swoim rodzinnym ścisłym gronie, polecam wczasowanie ze sprawdzoną paczką znajomych. My takich cudownych i wspaniałych przyjaciół mamy. Z nimi wakacje zawsze są pod znakiem dużej dawki dobrego humoru.
Dorośli mają ubaw w swoim gronie, dzieciaki szaleją ( po czujnym nadzorem oczywiście nas) w swoim gronie. Każdy zadowolony, nikt nie marudzi.
Nic tylko się zachwycać urokami otaczającej nasz przyrody :)
można między innymi odwiedzić latarnię morską w Gąskach
Przy okazji można sobie ułożyc na nowo fryzurę ( podobno "czesane wiatrem" są bardzo modne)
Pospacerować promenadą w Sarbinowie ..... ach chciałoby się ponownie.
Plażować się, pluskać się, bawić się
Gdy piach gryzie cię w gardle trzeba go spłukać ;)
Mielno odwiedzić można, spróbować wmieszać się w dziki tłum i poczuć się na chwilę ponownie dzieckiem
Zachód słońca ( chyba po raz setny w życiu) też trzeba obejrzeć na plaży :) . Wytarzać się w piachu.
ŻYĆ :) i cieszyć się chwilą
Mam nadzieję, że i wasze urlopy, mniejsze, większe, dalekie, lub te całkiem bliskie, były bardzo udane
Subskrybuj:
Posty (Atom)































